Początek

00:13
12.10.2018

Adam nie pyta już o ojca. Ja natomiast dostałam maila, że prosi o niekontaktowanie się, bo ma zły okres w życiu. Nie pytałam o co chodzi, bo gówno mnie jego okres zły obchodzi. Może dopadła go karma. Wreszcie. Alimenty są na czas,a ten człowiek jedynie siał zamęt. Już go nie ma… i nie będzie.

Spotykam się z Przemkiem. Ostatnim razem nazwałam go „niegroźnym grubaskiem”, a teraz mi z tym źle. To, ze ma nadwagę i jest tak łagodnym człowiekiem sprawiało, że nie widziałam w nim mężczyzny przez pewien czas. Jestem głupia. Już miałam „prawdziwego mężczyznę”, który kopnął mnie w tyłek i zostawił z dzieckiem. Przemek dogaduje się z Adasiem. Ma w tym wszystkim wyczucie, nie narzuca się, a jednocześnie pokazuje, że mu bardzo na nas zależy. Mam w nim wsparcie. Wreszcie zajęłam się sobą. Spotykamy się kilka razy w tg, jak czas nam pozwala. Raz Adam został na noc, mój syn rano zachowywał się normalnie. Nie był zdziwiony, nie pytał. Ja wyjaśniłam, że powoli się w sobie zakochujemy itd. Cieszy się. To całe poczucie humoru Przemysława działa na nas rewelacyjnie. Rozładowane napięcie, zażegnane kryzysy, które dopiero co zaczynają wychylać się zza rogu. Sama tak nie umiałam, bo jestem typem nerwowej histeryczki. Przemek wprowadził równowagę. Fajnie jest. Po alkohol nie sięgam wcale, więc to chyba nie było uzależnienie. Takie głupie myśli ogarniają mnie czasami. Bo nie jest to miłość, która przywaliła mi z rozpędu w łeb. Nie rozwaliła mnie na łopatki. To w zasadzie nie jest jeszcze miłość, tylko przyjaźń. Właśnie brak tego efektu wow mnie martwi. Czuję się pewnie, wiem, że ktoś tam sie o mnie troszczy, myśli o mnie, mam zapełniony czas, uprawiałam sex (lekkie rozczarowanie niestety), być może nie będę na starość sama, będzie łatwiej finansowo, bardziej rodzinnie. Oczywiście w przypadku, gdy nasz związek się rozwinie i wszystko wypali. Ale nie tego oczekiwałam. Liczyłam na szaleńcze uczucie, które zawładnie moim ciałem i duszą. A jest po prostu przyjemnie, bez rewelacji i fajerwerków. Czy tak wyglądać powinien początek związku? Bo ja obawiam się, że wchodzę w coś w rodzaju jakiegoś „układu”. Chociaż z dzieckiem możliwe, że tak to właśnie wygląda…Trochę szkoda.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz