Akceptacja

23:19
8.10.2018

Dostaję codziennie smsy pełne żalu, że nie ma co jeść. Wraz z upływem dnia za każdym razem robią się coraz bardziej agresywne (pewnie im bliżej wieczora tym bardziej pijana). Postanowiłam znów do niej jechać. Artur pojechał ze mną. Zrobiliśmy zakupy, głównie rzeczy, które można dłużej przechowywać takie jak kasza, makaron, ryż, konserwy itp, żeby nie padła z głodu i zawieźliśmy mojej matce. Wcześniej przygotowałam Artura na szok jakiego może doznać, na smród jaki może poczuć i na ogólną patologię z którą się zetknie a z której ja się wywodzę. Mówił, że to nic, że niejedno w życiu widział. Pojechaliśmy około 19. Otworzyła w szlafroczku. Fagasa nie było. Była przemiła i próbowała zachowac równowagę i fason. Nigdy nie była reprezentacyjna. Poczułam wstyd i zażenowanie. Pożałowałam swojej decyzji, że zabrałam go ze sobą, kiedy matka zaczęła nalegać, żebyśmy weszli. Przywitał się, przedstawił jako mój narzeczony(!!) i powiedział, że bardzo mu przykro, ale jutro rano ma przygotowac coś do pracy i nie wejdziemy na herbatę. Szopka. Moja mamusia udawała damę, zdradzały ją rozbiegane oczka, rozbebłany szlafroczek i makijaz sprzed kilku dni. W domu śmierdziało jak zwykle. To zapach brudu, alkoholu i tego wszystkiego co wydycha ze swojego chorego z uzależnienia ciała każdy menel. Podziękowała za zakupy. Pierwszy raz zobaczyłam, że jest skrępowana.  W drzwiach minęliśmy fagasa od kąpieli, który chwiejny krokiem wniosł do domu reklamówkę z piwami. No proszę! Zapewniłam ptaszynom wyżerke na ich romantyczne spotkania przy piwku. Znów złość i poczucie, że dałam się wciągnąć po raz kolejny. W ten sposób nie odetnę się nigdy. Czy jest cokolwiek co sprawi ze miarka się przebierze? Że odetnę się tak w 100%? Czy zawsze będę dawałą się wykorzystywać i będę podatna na jej manipulacje i udawaną rozpacz? Humor miałabym zepsuty, gdyby nie to co powiedział do mojej matki – „narzeczona”…nawet nie będę tego wyjasniać..nie chcę rozwiewać wątpliwości, bo pewnie powiedział to z rozpędu. Jestem pod ogromnym wrazeniem jego taktu, kultury i szacunku wobec kobiety ktora wygladała jak zwykła stara pijaczka. Jestem mu wdzięczna, że przy mnie był. Mimo wstydu za matkę i pokazania skąd tak naprawdę sie wywodzę czułam się akceptowana. Jakbym miała wreszcie kogoś, kto po prostu przy mnie będzie. Nie z żalu ani z litości. Dziś znów jestem u Artura. Lubię to miejsce, a po moich małych zmianach czuję się tu jak u siebie. Układ jest trochę dziwny, ale zobaczymy jak sprawy potoczą się dalej.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz