chaos mentalny

11:24
21.09.2019

Jestem ciągle w tym samym miejscu. Już sama nie wiem czy po prostu nie potrafię się zmobilizować i stawić czoła wyzwaniom dorosłego życia czy po prostu nie chcę, bo się już przyzwyczaiłam do tego stanu wegetacji która polega na tyraniu przez dwa-trzy miesiące po kilkanaście godzin dziennie a przez resztę roku nie wychodzeniu z domu? Przecież to jest tak żenujące i straszne że jak to piszę to jestem w konsternacji jak do tego doszło? Kiedy ja się poddałam? I dlaczego? Jeszcze jakiś czas temu coś się we mnie tliło, interesowałam się psychologią, coachingiem, terapiami, medycyna alternatywną, filozofią, czytałam masę książek, artykułów na te tematy, poszukiwałam odpowiedzi jak sobie poradzić, jak być pewna siebie itd i co z tego? Skoro nie wprowadziłam w czyn tego o czym tak czytałam? Nie chcę skończyć na kasie w sklepie…. Na samą myśl o pracy u kogoś odczuwam panikę…. Chciałabym mieć własną działalność gospodarczą, prowadzić najlepiej jakieś sesje indywidualne na skypie powiedzmy, ale nie znam się na prowadzeniu firmy, nie znam się na podatkach, nie wiem czy w ogóle miałabym klientów, jak się zareklamować i czy w ogóle jestem w tym dobra? Kupiłam sobie znowu kolejny suplement który miał spowodować że będę się lepiej czuła, będę miałam lepszą koncentrację itd no niestety po tym środku czuję się znacznie gorzej. Nachodzi mnie bezradność, drażliwość, złość, wkurwienie, ciało mi drży, czuję się niepewnie w dłoniach…. Pokoje do wynajęcia podrożały i to znacznie…. Znowu nie wiem co mam robić….. Chciałabym czuć się pewnie, mieć siłę i energię do działania, chęć życia, dobry pozytywny nastrój, żeby w ogóle móc cokolwiek zrobić. A jestem w tym wszystkim sama. Dwa tyg temu spotkałam się ze znajomym, myślałam, że zaprosi mnie do siebie, trochę u niego posiedzimy pogadamy itd ale niestety spotkaliśmy się na dwie godziny, on niby chciał być miły ale i tak między wierszami mi dogryzał, co to za kolega? Sama się sobie dziwię że z nim utrzymuję kontakt zresztą jaki to kontakt to raczej sporadyczne od niechcenia odebranie telefonu…. Później miałam urodziny to mi nawet życzeń nie złożył i nie powiem zrobiło mi się mimo wszystko przykro bo tydzień wcześniej się widzieliśmy, nawet pytał co robię w urodziny, więc pamiętał kiedy są, a życzeń nie złożył…. na chuj ja to rozstrząsam? Depresja znowu jest na horyzoncie, jak tak dalej pójdzie to albo znowu zmarnuję kolejny rok życia męcząc się tutaj albo uda mi się stąd uciec, tylko gdzie? Mam znowu zrobić powrót do przeszłości i starego miejsca? Czy wyjechać zupełnie w nieznane? W zupełnie nowe środowisko, nowe miasto, województwo? Kraju raczej nie opuszczę za słabo znam angielski…. Zacząć nowe życie? Czy to w ogóle jest możliwe zacząć zupełnie od nowa? Przecież nadal będą się we mnie kotłowały wspomnienia związane z przeszłością…. Na co mi te dywagacje skoro do niczego nie prowadzą? Chciałabym żeby ktoś przy mnie był, kto pomógł by mi swoją życzliwą obecnością pełną wiary we mnie, ktoś kto w tym trudnym czasie zmian byłby dla mnie wsparciem emocjonalnym, może terapia to dobry początek?

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz