Dałam ciała

21:36
21.10.2018

Kolejna kłótnia. Miałam jakiś napad leku. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca w domu. Nie umiałam na niczym się skoncentrować. Ani oglądanie, ani buszowanie w internecie, ani książka, ani pogadanki przez telefon. Wszystko zaczynałam, ale zaraz szybko kończyłam, bo czułam poddenerwowanie i napięcie. Jestem idiotką, bo obiecałam sobie, że w takich chwilach będę otwierać tę stronę i pisać. To miała być moja metoda wspomagająca. No i zapomniałam o tym. Musze wyrobić w sobie taki nawyk, a nie czekać aż po kilku razach moim naturalnym odruchem stanie się wejście do dziennika i spisywanie uczuć.

Co dzisiaj się stało? Chodziłam taka poddenerwowana kilka godzin. Marcin czymś tam się zajął, a ja poszłam wziąć prysznic, tak około 15. Łazienkowe światło podkreśla każdy mankament mojej cery. No i zaczęłam swój uspokajający rytuał. Zmasakrowałam każdy punkt na moim dekolcie, piersiach, twarzy i ramionach. Po 90 minutach mojego stania przed lustrem w łazience obudził się Marcin i spytał , czy wszystko ok. Tak, idioto, wszystko ok. Siedze tu prawie 2 godziny i nie domyślasz się co robię??? Nie chciałam go wpuścić do łazienki więć rozwalił zamek. Zakryłam twarz rękami bo tak bardzo nie chciałam pokazac mu tego co zrobiłam. Byłam spuchnięta, z niektórych rozdrapanych miejsc leciała mi krew, bo używałam do tego celu igły, pilniczka spinki do włosów z metalową częścią. Potwór. Nie potrzebna byłaby mi charakteryzacja, gdybym miała grać w jakimś horrorze potwora. Marcin skwitował to jednym pytaniem: „I jak Ty wyglądasz?” Boże jak to bolało. Dlaczego wszedł na siłę do tej łazienki?? Przecież wiedział, że znów to zrobiłam. Chciał mnie ukarać? Upokorzyć patrząc na mnie w takim stanie? Wpadłam w szał. Zaczęłam rozwalać jego ubrania. Chciałam mu zniszczyć nowy telefon, ale chyba wiedział, że będę miała taki zamysł i go dobrze ukrył. Pociełam mu t-shirty i uciełam nogawki wranglerów. Nie mogłam przestać. Miałam pretensje, że nie uratował mnie przed mną samą, że nie przyszedł do tej łazienki wczesniej, kiedy mógł temu zapobiec, że tyle zajęty był sobą a mnie olał… a na koniec był obrażony i miał pretensje, że zrobiłam, to, co zrobiłam. Teraz jest już lepiej. Wizełam tabsa na uspokojenie, bo nie mogłam wytrzymać. Teraz ogarnia mnie sen i smutek. Żałuję, ale do końca nie wiem, czy tego, że się zmasakrowałam, czy tego, że on to zobaczył..a może tego że jutro pojdę do pracy ze spuszczoną głową i znów będę wszystkich unikać i zachowywać się jak nie ja? A może to już jestem ja? Ta podrapana, pryszczata, zastrupiała wstręciucha z toną pudru na gębie, która chowa się przed ludźmi i ma nadzieję, że się nie domyślają? Chce mi się spać….

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz