Franek – tak go nazwijmy…

22:14
27.10.2018

„Mój” rozwodnik (nazwijmy go Frankiem) ma ciekawe poczucie humoru. Zaczął flirtowac i prawić mi komplementy, których tak bardzo jestem spragniona. Podoba mi się jego spokój i pewność siebie. W szkole też go lubiłam. Teraz ciagnie mnie do takich mężczyzn. Pytał o moją córkę i bezpośrednio zaskoczyło  mnie jego „a czego oczekujesz od naszej znajomości?”. Czego oczekuję? Hmmm… oczekuje miłości. Podwójnej. Oczekuję spokoju, ciepła, stabilizacji każdego rodzaju, pewności i bliskości. Oczekuję, że będzie dla mnie partnerem, a dla mojej córki kimś bliskim…może kiedyś ojcem? Poniosło mnie, ale powiedziałam to. Raz kozie śmierć. Nie zależało mi jakoś specjalnie. No i usłyszałam, że bardzo chce się spotkać. Jest psychologiem dziecięcym. Moja pierwsza myśl była chora. Znając moje szczęście trafisz na jakiegoś pedofila, albo cholera wie kogo. Potem wybiłam to sobie z głowy. Spotkamy się, kiedy Zosia będzie w szkole. Nie chciałabym jej mącić niepotrzebnie w głowie albo dawać złego przykładu jak rozwiązła jako rozwiązła samotna matka, która skacze z kwiatka na kwiatek. Tym bardziej, ze spotkanie jest niezobowiązujące, przyjacielskie. No może za dużo powiedziane. Może to jakiś wariat, który zobaczył, że mam problemy i postanowił mnie ratować? Minęło przecież tyle lat…

Ciesze się, bo nie tylko ja spędzam sobotni wieczór przed kompem, sama… Mam dobry nastrój, umówiliśmy się na przyszły tydzień, kiedy Zosia będzie miała lekcje. Muszę zaliczyć fryzjera, bo wyglądam staro…jak zaniedbana zmęczona życiem samotna matka.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz