Jestem leniwa

21:34
6.01.2020

Jestem leniwa, marnuję mnóstwo czasu.

O ile psychicznie czuję się naprawdę dobrze, o tyle fizycznie nic mi się nie chce.

Nie chce mi się podejmować żadnego wysiłku mentalnego lub fizycznego. Nawet pisać. Książki machają z półek, by je przeczytać. Ciało domaga się ruchu. Zapadłam w sen zimowy. Uzależniłam się od smartfona i głupiej gierki, która jest najłatwiejszą i najlepszą formą odstresowania. Jest naprawdę idiotyczna i nie mogę się doczekać, kiedy przejdę wszystkie etapy, by to skończyć. W nic innego nie gram, nie interesuje mnie to. Tylko ta jedna.

Mam też wyjątkowo osłabioną odporność, znowu jestem przeziębiona, ciągle boli mnie głowa i chce mi się spać. Czy to normalne? Mierzyłam ciśnienie dzisiaj, wyższe niż zwykle, ale i tak niskie.

Czekam, aż moja praca tutaj dobiegnie końca. Zostało 19 dni roboczych. Wszystkim mówię, że jest fajnie, bo co mam mówić? Czuję, że nie powinnam narzekać, bo mogło być gorzej i w sumie nie mam aż tak źle. Nigdzie nie będzie luksusu. Ale denerwuje mnie, że coraz bardziej się mną wysługują, nie pilnują porządku, babki siedzą na dupie i pierdolą głupoty aż uszy więdną, podczas gdy ja latam i wszystko ogarniam za psie pieniądze. Robię sporo rzeczy też, które są poniżej moich ambicji. Ale czego mogę się spodziewać bez doświadczenia? Zawsze mogło być gorzej.

Kolejna rzecz to studia. Przez ten czas zrobiłam ledwie kawałek prezentacji, w weekend mam oddać prace pisemne, zaczną się zaliczenia, a ja do niczego nie zajrzałam. To, że nie chce mi się, to jedno, ale te klimaty nie do końca mnie kręcą. Nie są jakieś tragiczne, zawsze nauczę się czegoś nowego, ale nie chce mi się pisać tych prac. Moim konikiem jest pedagogika, chociaż jako nauczyciel jestem zbyt leniwa i nie nadaję się. Najważniejsze, że na studiach nie muszę się aż tak wysilać, niewielka uczelnia prywatna, liczy się papierek.

Jak bardzo to się różni od mojego podejścia na licencjacie, gdzie wszystko musiało być cacy, na tip top, dobrze zorganizowane, przed czasem, ambitnie itd.

Ostatnio również pojawiła się spina mojej mamy z babcią. W święta wszyscy mieli rodzinny zjazd, z pominięciem nas. Chrzestna, z którą myślałam, że będę dobrze żyć w chuj mnie rozczarowała i pierdolę tę znajomość. Zrozumiałam, że trzeba stać za mamą murem, a jak ona pierdoli ustami babci oszczerstwa na temat mojej mamy, to ja tego nie będę tolerować. Nie będę też się kłócić, bo to walka z wiatrakami, nie chcę bardziej zagłębiać się w to bagno, bo to NICZEGO nie zmieni. Mam do niej żal i nie umiem tego zmienić. Dawne czasy nie powrócą. Nie da się tego naprawić. Nie lubię jej jako człowieka. Jest sztuczna, a mnie nie traktuje jak członka rodziny, tylko jak jakąś koleżankę (sposób, w jaki napisała, jak jej minęły święta spowodował, że chciało mi się rzygać, krzyczeć i pierdolnąć coś chamskiego). Niedowartościowana gwiazdeczka, pupilek babci. Nie tak ją zapamiętałam. Odpuszczam temat, ale żal do jej osoby pozostanie…

I tak miałam super święta, z chłopakiem, razem, z jego rodzicami, z moimi rodzicami. Sylwester udany, między ludźmi. Sam zauważył, że zrobiłam się bardziej towarzyska, rozmowna. Praca wiele mnie nauczyła w kontaktach międzyludzkich.

Ale pomimo tego wszystkiego jestem zadowolona. Mam znajomych, kochanego chłopaka, z którym żyjemy ostatnio stabilnie. Z tatą relacje mi się poprawiły. Chyba mam przyjaciółkę i drugą dość bliską koleżankę. Nie czuję się takim odludkiem. Po wypłacie zamawiamy z mamą zestawy do robienia paznokci i będziemy uczyć się robić je metodą żelową (lampę UV już mam, więc na gadaniu się nie skończy).

W tym roku wyznaczyłam sobie też cel, by podszlifować angielski i zdać egzamin i uzyskać certyfikat na poziomie B2, za miesiąc jadę na pierwszy koncert zespołu, przy którego muzyce dorastałam. Po angielskim poważnie pomyślę nad szlifowaniem japońskiego (ale bez znaków, bo one zawsze mnie zniechęcały, najpierw mowa, potem ewentualnie znaki). Poważnie chcę pomyśleć nad celami i hobby, drobnymi osiągnięciami nie tylko na ten rok, ale i przyszłe lata.

Pomysłów masa. Gorzej z realizacją. Na pewno nie w takim stanie jak teraz, bo tak to nigdy do niczego nie dotrwam…

 

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz