Jestem znowu spięta

22:21
22.05.2021

Próbowałam trochę się odstresować. Nic to nie dało za dużo. Wzięłam się do roboty i dość dużo zrobiłam, ale jak realnie patrzę na swoje życie to jest mi ciężko się z tym wszystkim pogodzić co jest. Nie umiem sobie poradzić z cudzym cierpieniem też. Nie płakałam aż do tamtego minionego tygodnia. Psycholog pani stwierdziła, że nie płakałam bo miałam wyparte swoje krzywdy. Tylko gdy dostaję takiej rozpaczy to wtedy płaczę. I płacz jest dobry,ale aby płakać to ja naprawde muszę poczuć się naprawdę fatalnie i totalnie stracić nadzieję, co ostatnio osiągam i nie jestem dumna z tego. Moja koleżanka z którą mało kiedy się zgadzam mówiła, że jestem silna, bo nie płaczę, ja myślałam odwrotnie.   Wkurzyłam sie na nią, że mówiła, że ja jestem silna bo nie płaczę, wkurzyłam się na nią gdy powiedziała zrób test na covid. Tak tyle agresji. W domu było tyle agresji i nadal jest. I ja tak już nie umiem żyć. Chciałabym aby w końcu ktoś postawił na mnie, zaryzykował, walczył o mnie. Cóż to są mrzonki, że ktoś tak walczy, dzielny rycerz który nie zraża się tym, że ropucha go odpycha.

Skoro płaczą ludzie to świat nie jest dobrym miejsce. Ok, płaczemy w domach, zamknięci. Wychodzi się do ludzi i gdzieś to znika. Każdy mniej więcej wie jak się zachować, budzi się jakiś instynkt pokazania się z dobrej strony, mimo wszystko, oczywiście nie u każdego i nie zawsze.

Jeśli chodzi o mnie to niezły bałagan, i nie mam złudzeń nie dam rady do końca życia się go pozbyć.

Jak ktoś np w mieście na ulicy się śmieje to szczerze uważam, że ze mnie, spinam się cała jak kot. To jest okropne. Oglądam się na te osoby nikt się nie śmieje, a nawet ktoś do mnie się uśmiechnie albo we mnie ten bol i odepchnięcie zostaje. Przypomina mi się taka klasowa wycieczka gdzie byłam w tym mieście gdzie jestem i nie umiałam sobie ze sobą poradzić, gdzie usiąść, miasto mnie przytłaczało, za dużo bodzców, i śmiali się ze mnie jacyś kolesie,  z takiej creepy dziewczyny. To było tak bolące, bo ja naprawdę byłam jednym wielkim koszmarem. I pamiętam to do dziś. Najgorzej jest latem. Trudno się ukryć. Zauważyłam jedak, że w mojej dłuższej fryzurze jakbym czuła się swobodniej, bardziej zakryta.

 

Dziwi mnie, że czasem jakiś dużo młodszy facet zawiesi na mnie oko. Cóż nie kręci mnie to zbytnio, ale wiem, że faceci około 20 dość lubią czasem panie po 30, nie wiedzieć czemu i po co.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz