Kruchy jak raj 2/2

16:27
4.03.2021

Drugi dzień od zakończenia bardzo toksycznej relacji. Po za tą publikacją już nie napiszę nic o tym człowieku. Sprzątam, trenuje, gotuje i próbuję zrozumieć, wyciągam pierwsze wnioski.

Moje uprzedzenia co do niego wynikały z podobnych doświadczeń z osobami takimi jak on. Myślę, że nawet nastawiając się na stabilizację i ‚bycie normalnym’ tym razem, to i tak podświadomie to się dzieje. Kwestionowanie rzetelności ich słów, problemy z zaufaniem. Brak porozumienia.

Patrząc w tył myślę, że on i ja mamy całkiem inne priorytety i całkiem inne pole widzenia i działania też. Bez kierowania urazy w jego stronę – myślę, że jest bardzo ograniczony w swoim umyśle. Jeżeli dla niego stabilizacja i szczęście sprowadza się tylko do tego, żeby motać chłopakami przez x miesięcy, tylko po to, żeby w ostatecznym rozrachunku ich ‚ostro i wulgarnie zerżnąć wbrew ich woli’ to ja nie wiem.

Jak wyglądała manipulacja? A może można to nazwać mierzeniem swoją miarą? Otóż często zarzucał mi, że mogę tu kogoś mieć na boku, że może jest jakaś konkurencja. Nie dawałem mu powodów do tego. Jak zaczął być zazdrosny o moich znajomych to już mi się zapaliła lampka w głowie i pomyślałem sobie ‚drogi kolego tak nie będzie’.
Zarzucał mi coś, co sam robił. Ponieważ to on motał innymi dupami, nie ja. Nie wiem czy takie zachowanie można wytłumaczyć w sposób mierzenia kogoś własną miarą – zarzucając mi coś czego nie robię dla zamaskowania faktu, że on to robi.

Śmieszne jest to powolne uczucie odchodzenia, mam na myśli to, że stopniowo przestawało mi zależeć. Z każdą kolejną sytuacją coraz mniej mi zależało na znajomości i na spotkaniu. W końcu wyprałem się całkiem z chęci i empatycznych uczuć do niego. To wszystko skończyłoby się wcześniej, gdyby nie to, że myślałem o tym spotkaniu. Myślałem o tym, że lepiej żałować coś co się zrobiło, niż to czego się nie zrobiło – to błąd. Myślałem, że będzie mnie gryzło to, że mogłem go poznać na żywo a zrezygnowałem. Niczego nie żałuję. Wątpię, żebym żałował.

Jestem sobą trochę zawiedziony, dlatego że tyle to trwało. Ale z drugiej strony jestem sobie wdzięczny za to, że zakończyłem to zanim zdążył mnie jakoś skrzywdzić, oraz za to, że nie zaangażowałem się na tyle, żeby płakać i użalać się nad sobą jak to ja dziś cierpię.

Może z perspektywy czasu dostrzegę coś więcej, czego dzisiaj nie widzę.

Trochę się boję. Parę razy próbowałem zerwać kontakt, ale on mnie ‚nachodził’ i za każdym razem ten kontakt się utrzymywał, bo on nie odpuszczał. Chyba ciężko jest mu się pogodzić z tym, że pierwszy raz w życiu nie dostanie tego co sobie zamarzył i żądał. Póki co jest cisza. Nie wiem co zrobić jeżeli jeszcze się do mnie będzie odzywał. Męczy mnie to już naprawdę. Mam dość tego człowieka i nigdy nikogo tyle razy nie prosiłem o święty spokój jak jego.
Odejdź chłopie i daj mi żyć.

Nie życzę mu źle. Patrząc dogłębnie to ja nic do niego nie mam tak naprawdę. Nie zabił mi matki, żebym miał go nienawidzić. Po prostu nie chcę go znać i mieć z nim niczego wspólnego. Chcę żeby był szczęśliwy, bo myślę, że każdy zasługuje na szczęście. To już kwestia tego jak kto definiuje szczęście, dla każdego jest ono czymś innym.

Na sam koniec chcę napisać zdanie zaadresowane do niego:

Na zewnątrz wyglądasz na porządnego człowieka, ale w środku masz same… robaki.

Kończymy te ekscesy.
Pozdrawiam wszystkich, M.

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
Nieznajoma

Moim zdaniem to jesteś bardzo świadomy konczenia i ukończenia tej toksycznej relacji. Zrobiłeś to w sama porę. Ja nie miałam takiej świadomości że coś może mnie niszczyć ani siły by to skonczyc. Za dużo empatii i poczucia winy no bo z rodziną jest inaczej. A jeśli jeszcze chodzi o sprawy finansowe. Niestety nie umiem tak dobrze ubrać w słowa mojej sytuacji. Przynajmniej tak mi się wydaje.