Ku pokrzepieniu

00:10
10.10.2018

Tęsknię za przytuleniem, za tym by pogadać normalnie i normalnie żyć. Jedyne czego teraz pragnę to poczucie bezpieczeństwa. Krzysiek zapewnił mi bezpieczeństwo finansowe. Ale na tym koniec. Rodziną jesteśmy marną. Wszystko przez kasę, której w tej chwili i tak nie doceniam. Chciałabym zacząć od nowa. Kazać mu wrócić, pieprzyć pieniądze i żyć skromnie, ale razem. Ale czy tak się da? Stres, jak dotrwać do 1-wszego też nie sprzyja rodzinnej sielaneczce. Co więc gorsze: skazanie dzieci na życie bez ojca czy życie razem w ciągłym stresie? Już nawet nie wiem, czy kocham Krzyska. Irytacja która ogarnia mnie po kilku dniach jego pobytu jest zastanawiająca.

Lista zakupów, które tata ma zrobić wracając (a właściwie odwiedzając nas) jest długa. Jaki przekaz ja im daję? Ale co mam mu zabronić przywozić prezenty?Dziś cały dzień bolały mnie plecy. Ledwo chodziłam, a wchodzenie i wychodzenie z auta to była tragedia. Nie wiem, co mi jest. Mam nadzieję, że jak to „wygrzeję” to mi przejdzie. Dzieciaki miały jakiś atak i były wyjatkowo upierdliwe. Włączyłam im bajki. Nie jedną, ale dwie. 4 godziny przed tewizorem! Wstyd i hańba! A ja sobie spałam i nie miałam siły się ruszyć. Takie chodzenie na łatwiznę nie daje mi spokoju, ale jest u mnie coraz częstsze. W czwartek chciałam się zabrać za malowanie pokoi. Malowane było 9 lat temu, więc aż się prosi. Ja nie doprosiłam się Krzyśka żeby pomalował. On musiał odpoczywać. Nie będę niewolnicą i pomaluję sama. Niech mu bedzie głupio jak przyjedzie! Tylko muszę podkurować plecy.

A jeszcze jedno. Dzisiaj Julka spytała mnie czy rozwiodę się z tatą. Podobno powiedział jej tak brat, który stwierdził, że jemu to „wisi”, bo i tak nie jesteśmy razem. Krzepiące, nie ma co.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz