moze to nic

02:23
23.07.2018

Powiedziałem Kasce o tym, ze powinnismy cos zmienic. Zareagowala entuzjastycznym stwierdzeniem, ze tez o tym myslala. Usmiechnela sie i powiedziala ze musimy spedzac wiecej czasu razem. Zaczeła narzekac, ze to przez dzieci, ze ciezko jej ogarniac nasza bande. Szczegolnie blizniaki daja w kosc. Maja 2 lata. Kacper ma 8 a Klaudia 5. Bliźniaki nie były planowane. Kocham moje dzieci i dlatego tak trudno podjac mi taka decyzje. Czy powinno sie trawac w zwiazku w ktorym jest nam zle, zeby dzieciaki maly pelna rodzine? Kaske tez kocham, ale inaczej niz na poczatku. Wypalilo sie, jest miedzy nami jakis przymus, nuda, zobowiazania i sentyment. Nie wiem czy dam rade tak udawac, ze jest cos wiecej. Czy przedozyc swoje szczescie (a moze kaprys??) nad dobro rodziny. Nie jestem totalnym baranem. Odpowiedź sama nasuwa się na usta. Nie wiem czy nie jestem za duzym egoista, żeby tyle dla nich poswiecic. Boje sie kolejnego epizodu mojej choroby, kiedy zdecyduje sie na taki krok. Nie wiem jak sobie poradze. Nawet tu jestem egoista: zachowac zone do tego, zeby pomogla jak zwykle…Brzmi okropnie. Ja jestem okropny i zaluje ze kazda moja zyciowa decyzja prowadzila mnie do nieuniknionej porazki. A Agnieszka? Może to tylko wirtualna przyjazn, ktora w konfrontacji z codzinnoscia stalaby sie niczym szczegolnym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz