nie poszła

14:23
22.06.2018

Nie dotrzymała słowa. Najpierw ciągle powtarzała, że da radę sama, że udowodni mi, że problem przestanie istnieć, jesli tylko będzie chciała. Wytrzymała kilka dni. Potem były „trzęsiawki”, kompletny dół. Nic nie jadła, wymiotowała. Wiem, że powinnam być wtedy z nią, ale nie mogłam. Uciekałam do pracy i radziła sobie sama. Kilka dni temu gdy wróciłam do domu, była nawet zupa pomidorowa, a matka ćwierkała jak wróbelek. Od razu wiedziałam, że piła. Wyglądało na pierwszy rzut oka, jakby zaczęła nowe życie. Puszki po piwach znalazłam w szafie. Krzyczałam, wyzywała, płakałam, groziłam ubezwłasnowolnieniem. Nie mogę tak żyć. Ciągle jej niańczyć, wstydzić się własnych znajomych zaprosić do tego śmierdzącego chlewu. Psycholog mi pomogł. Uświadomił mi, że nie umiem się bronić i robię głupio. Matka pogrąża siebie, a ja uczepiona jej nogi tonę razem z nią. Zostając z matką znienawidziłabym ją jeszcze bardziej za zabranie mi życia. Odchodząc – może znów zacznę kochać. To najlepszy czas na zmiany.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz