Ponad miesiąc… doszłam do siebie

20:04
24.08.2018

Tak mi się przynajmniej wydaje. Stało się, minęła mi rozpacz i zaprzeczanie. Zaakceptowałam i żyję dalej. Czuję się wolna. Trochę denerwuje mnie mysl, że będę rozwódką. Nie lubię tego słowa, żle mi się kojarzy… Boże jak ja dziekuję za mojego brata. Gdyby nie on nie wiem, co bym zrobiła. To mój najlepszy przyjaciel.

Może życie ma dla mnie jakiś plan? Czasem brakuje mi męża, jego przytulenia, dotyku, ciepła…żartów. Ale kiedy przypomnę sobie, że to wszystko było kłamstwem i jakimś przemyslanym działaniem, mającym ukryć rzeczywistośc przechodzą mnie ciarki i cieszę się, że tak szybko odkryłam kłamstwo. To nie ja powinnam się zadręczać, ze robiłam coś źle lub za mało rzeczy robiłam dobrze…

Jutro miałam jechać z ekipa moich pocieszaczy pod namiot…na ryby. Spodobało nam się. Niestety pada deszcz więc pewnie skończymy w domu przed TV. Albo jak dziewczyna brata będzie cisnąć w jakimś klubie… Na zabawę powoli wraca mi ochota a w takim miejscu nie byłam kilka lat…

Wertując „kartki” tego pamiętnika uświadamiam sobie, że życie jest tak pochrzanione i nigdy nie wiemy co wydarzy się jutro. Dlatego chcę cieszyć się każdą chwilą…

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz