Przeszłość

21:27
3.10.2018

Przeszłość trzeba podobno zostawić za sobą.  Na przeszłość nie mamy wpływu. Tak jak nie mamy wpływu na myśli innych, na to jak nas odbierają. Każdy jest inny, każdy lubi inne osoby, każdemu podoba się co innego. Niby proste, ogólne prawdy. A jednak trudno jest tak zupełnie się od przeszłości odciąć. Nagle wychodzi, nie wiadomo skąd. Najpierw jest jedna myśl, jakieś wspomnienie, bo coś nam się przypomniało, bo to ta restauracja w której byliśmy, bo kiedyś byłam tak zakochana jak ta para którą mijam….potem tej myśli się uczepiam, tworzę obrazy, analizuję….może mogło być inaczej..może to że jestem nic nie warta to jest prawda… może gdybym nie ubrała tego płaszcza, który  tak mu się nie podobał, bo nie był markowy, to bym teraz nie była sama…a to jak mówił, że nie mam stylu, albo to że mam taką okropną figurę….i nikt nigdy takiej kobiety nie pokocha, że jestem przegranym człowiekiem…i wtedy już nie da się tego zatrzymać…ogarnia mnie taki wielki smutek i bezradność. A przecież wiem że to wszystko nie jest prawda, wiem że to był człowiek o wielkim zranionym ego. Brzmi to nawet śmiesznie, bo jestem przecież z zewnątrz kobietą sukcesu, z pozycją zawodową, z wiedzą, wyśmienitą edukacją, niezależnością.

Przemoc emocjonalna to niedoceniany temat. Wszędzie mówi się o tej fizycznej. Jeśli ktoś nie radzi sobie z tą psychiczną w domu czy pracy to jest traktowany jako słabeusz. Rzadko piętnuje się sprawców. Jeśli ktoś jest słaby to mu się należało. A czasem wolałabym dostać wtedy w twarz, niż w milczeniu patrzeć jak rozpada się moje poczucie godności i wartości, budowane z mozołem przez tyle lat. Nie umiałam nic powiedzieć, paraliżowało mnie…To nie był jedyny raz jak byłam z takim człowiekiem. Najpierw był ten pierwszy, ukrywający swój homoseksualizm, rozdarty i chcący odzyskać równowagę przez poniżanie kobiet. Potem ten który permanentnie zdradzał. A na końcu ten któremu w życiu nie wyszło, więc chciał się dowartościować. Wcale nie wybieram takich mężczyzn, oni po prostu się przydarzają. Może widzą że mogą, że mają darmową terapię, wreszcie coś na czym można wyładować swoją agresję. Bo widzą, że ja nie umiem się bronić i potrafię uwierzyć w każdą obelgę. Widzą że jestem tak spragniona drugiego człowieka, że sprzedam się za jeden uścisk, za jeden pocałunek. Najgorszy jest ten brak szacunku do siebie, jakbym nic nie znaczyła, jakby moja obecność na tym świecie była czymś zbędnym.

Teraz jestem sama. Teraz się już nic przydarza. Konfrontuję się z własnym losem. Oddycham. Zaczynam cieszyć się drobnymi rzeczami, powolutku. Wiatr, słońce, jedzenie…jakby powoli wracało życie którego nie było przez tyle miesięcy a nawet lat. Życie nie takie jakie chciałam, bo bez związku, ale też bez bólu poniżania. Czasem tylko, coraz rzadziej, wracają wspomnienia jak fleshbacki w PTSD, wtedy wraca ból, wtedy nagle muszę się zatrzymać, bo czuję że mi duszno, że nie ma wyjścia z cierpienia. Minie pewnie jeszcze trochę czasu zanim będzie naprawdę dobrze. Zanim zostawię przeszłość zupełnie za sobą. Postanowiłam cieszyć się tym co mam. Rozwijać się. Zwracać uwagę na te drobne rzeczy na które nie zwracałam kiedyś. Przeszłość mnie dużo nauczyła. Wejrzałam w siebie, musiałam się skonfrontować ze słabościami, poznać siebie, zmienić, bo inaczej bym tego nie przetrwała. Przeszłość nie sprawiła że jestem niej wrażliwa, ani że mniej kocham. Wprost przeciwnie, jestem jeszcze bardziej wrażliwa na innych, bo wiem jak bardzo można cierpieć. Jestem jeszcze bardziej gotowa kochać, ale już dojrzale, z jasno wyznaczonymi granicami. Jestem bardziej akceptująca innych, bo wiem jak boli odrzucenie. Jestem też gotowa być sama. Przeraża mnie to, ale czuję że jestem gotowa się z tym zmierzyć. Jestem wstanie zaakceptować moją przeszłość, moje błędy, to jaka byłam niedojrzała. Przestać mieć poczucie winy. Nawet jeśli będę sama to mogę przeżyć spełnione życie. Nie muszę oglądać się w oczach innego człowieka. Nie muszę zazdrościć innym ich poukładanego dobrego życia. Szczęście mogę znaleźć w szumie ciepłej wody nalewanej do kubka, w kroplach deszczu. To wszystko zależy ode mnie. To jest mój wybór. W tym wyraża się moja wolność. Wolność od bycia ofiarą. Gdyby tak nie było to pozwoliłabym wygrać tym którzy mnie skrzywdzili. Dałabym się im uwięzić w więzieniu mojego własnego umysłu. Przyznałabym im racje.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz