Rozklejanki! go away!

23:12
28.08.2018

Jest dobrze, do momentu, kiedy nie jestem zupełnie sama. Kiedy w kilkudniowej perspektywie mam myśl, że mój brat nie przyjdzie, albo nie spotkam się z kimś ze znajomych dopada mnie dół. Ogarnia mnie wtedy smutek, melancholia, zaczynam wspominać swoje małżeństwo, stracony czas. Zaczynam rozmyślać o tym, jaką będę miała pewność, kiedy znów się zakocham, że to ten jedyny? Przecież tym razem tez byłam tego pewna. Płakałam ze szczęścia wychodząc za mąż i byłam przekonana o tym, że dożyjemy razem późnej starości, że wspólnie będziemy doglądać wnuków. Głupia ja…Czy mogłam temu zapobiec? czy mogłam odczytać jakieś sygnały, że to jednak nie jest ta prawdziwa miłość? A może taka nie istnieje? Sama już nie wiem.
Rozwódka… Cały czas mam to w głowie. Czy każda kobieta wychodząc za mąż jest 100% pewna tej miłości? Czy ja jestem tak naiwna, czy bałam się spojrzeć prawdzie w oczy.
Pusto…
Nie mieliśmy dzieci, chcieliśmy… tzn ja chciałam. Dobrze, że nie wyszło. Co za rodziną byśmy byli? Byle jaką, a potem rozbitą…

To głupie, ale najbardziej chyba brakuje mi tego, żeby ktoś w nocy mnie przytulał. W domu cały czas włączone jest radio albo tv, żeby cisza nie wierciła mi dziur w całym ciele…
Dobra, dziś trochę się rozklejam. Trzeba wziąć się w garść! Jestem młoda, piękna (przy przyciemnionym świetle) i życie przede mną ? W weekend jedziemy na grzyby jak nie będzie padać. Nie lubię grzybów, ale lubię las.
Oho. Dzwoni brat… pogadamy z 30 minut, a potem pójdę spać. Noc będzie za mną.