Słabe fundamenty?

10:50
8.08.2020

Mętlik, ból, smutek i przerażenie.

To tylko kilka z towarzyszących mi uczuć. Jestem kłębkiem nerwów.

Na portal trafiłam przez przypadek, szukając czegoś, kogoś, kto może mi pomóc.

Jestem osobą nieśmiałą, powiedziałabym nawet, że dziką. Boję się rozmawiać z obcymi ludźmi, nie wiem jakim cudem dożyłam 24 lat z takim podejściem do życia. Zawsze czułam, że coś ze mną musi być nie tak, że jestem jakaś inna. Miewam nawet myśli, że nie powinno mnie tu być, nie powinnam się urodzić i utrudniać innym życia. Na rozmowy z psychologa mi chyba nie mam siły, dlatego chcę spróbować w ten sposób. Prowadząc dziennik.

Miałam zacząć od swojej przeszłości, ale czuję, że nie dam rady. Muszę wyrzucić z siebie to, co siedzi we mnie teraz.

Mam męża, dwójkę dzieci, syn za dwa miesiące skończy 5 lat, córka kilka dni temu skończyła roczek. Jeszcze będąc w pierwszej ciąży wzięliśmy ślub cywilny. Mąż jest ode mnie rok młodszy.

Teraz wszystko jest do niczego. Ciągłe kłótnie, awantury. On obiecuje, nie dotrzymuje słowasłowa, a ja się wkurzam.

Już dawno widziałam problem, nie możemy się wgl dogadać. Mąż wracał z pracy, siadam do gierki, pomógł coś przy dzieciach i kładł się spać. Nie było między nami w sumie nic. Do niczego nie dochodziło. Zawsze tylko w weekendy. Aż w końcu zaczęło mi to przeszkadzać i zaczęłam mówić o tym, że wszystko jest zawsze ustawione, nie ma żadnego spontanu.

Mam problemy z zaufaniem, mam dostęp do jego telefonu, w sumie do wszystkiego.

Kilka dni temu mi ten dostęp zablokowałzablokował, okazało się, że wchodził na Facebooku na profil swojej byłej, chciał przede mną ukryć to, że miał ja w znajomych. Jak się dowiedziałam tłumaczył sie, że po prostu gdzieś usłyszał, że będzie brać ślub z jego kolega o chciał zobaczyćzobaczyć, czy to prawda, że był po prostu ciekawy i ona nic dla niego nie znaczy.

Być może przesadzam, tego nie wiem, ale okłamał mnie już w życiu wiele razy. To co się stało zabolało. I nie mogę się pozbyć z głowy myśli, że ona coś dla niego znaczy. Nawet podczas zbliżeń mam wrażenie, że to ona powinna być na moim miejscu. Że to z nią chciałby spędzić resztę życia. Że ze mną jest tylko ze względu na dzieci.

Wczoraj w końcu sam przyznał, że jest między nami źle. Że nie potrafimy ze sobą rozmawiać i tak było zawsze. Twierdzi jednak, że mnie kocha, że jestem dla niego wszystkim i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Ja już nie widzę żadnych uczuć z jego strony. Od dawna widziałam problem, wiedziałam, że wszystko się psuje, ale nie wiedziałam, że ten problem jest tak głęboki. Zanim usłyszałam jak to wygląda z jego strony, jak bardzo jest źle, próbowałam się nawet wyprowadzić. Kiedy wróciłam po rzeczy prosił, żebym została, wcześniej nie zrobił w sumie nic. Popłakał się, chciał żebyśmy spróbowali, że wszystko się może jakoś ułoży. Zostałam. Ale nie zmieniło się nic. Próbowałam jak mogę nie myśleć o jego ex, jednak średnio mi to wychodziło.

Wczoraj dzieci zostały u babci, mieliśmy spędzić miły wieczór, powiedział, że to będzie najpiękniejszy wieczór w naszym życiu.. Miałam nadzieję, że tak będzie, ale nie było. Były kłótnie, pretensje i kolejne zbliżenie, podczas którego znowu miałam wrażenie, że wolałby, żeby na moim miejscu była inna.

Teraz go nie ma w domu. Pojechał do dzieci. A ja pisze ten cholerny wpis z rozdzierającym moje serce bólem, jak tylko dociera do mnie co się dzieje to zaczynam wyć. Nie potrafię sobie z tym poradzić.

Na tygodniu ma jechać do pracy za granicę. Jakiś miesiąc temu był tam 3 tygodnie, ale wrócił, bo nie było pracy.

Mam wrażenie, że jak pojedzie to będzie jeszcze gorzej. Nie umiemy naprawić tego będąc razem, to nie uda nam się zrobić tego na odległość, szczególnie, że nic się nie zmienia. Jak tak dalej pójdzie to rozpadnie się to wszystko jeszcze przed wyjazdem.

Nie wiem co nas łączy, coraz bardziej myślę, że może to po prostu przyzwyczajenie.

Według niego jest źle od 5 lat. Cholera. To przecież tego się już nie naprawi. Może nie pasujemy do siebie, nie mam pojęcia, ale to cholernie boli.

Czuje koniec. Czuje, że mój świat, który powoli się rozpadał już od dłuższego czasu zaraz runie z hukiem.

Zaproponowałam mu, żebyśmy już teraz dali sobie czas i przestrzeń. Żeby na te pare dni przed wyjazdem został u mamy.

Według tego co mi powiedział, nie mamy nawet porządnych fundamentów. Jak coś takiego może wytrzymać i się nie zawalić?

Nie wiem co z tego będzie, co zrobi, zobaczymy.

Mam tylko nadzieję, że te wpisy pomogą mi to wszystko znieść. Że się kompletnie nie załamie i będę jakoś funkcjonować.

Obecnie nie mam siły nawet na „jakoś”.

Chciałabym zniknąć.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz