Spodziewając się ciosu

07:49
14.05.2022

Moje ja wewnętrzne, a może ja spodziewam się ciosów, ran od innych. To zapoczątkowało się w dzieciństwie. Byłam może inna. I miałam jakies dokuczanie w szkole. Raz kolega jadąc rowerem oplul mnie. W sumie znioslam to z godnoscia nic nie mowiac, nie reagujac. Było to zdarzenie może które wyparlam lecz teraz spodziewam się tego że ktoś na mnie napluje idąc ulica, jakbym zawinila, jakbym byla winnna. Nie mogę znieść gdy ktoś patrzy się na mnie z szacunkiem czy podziwem. Muszę zrobić wszystko by pomyśleli że jestem zaburzona. Mam taki styl bycia. By gadali ze jestem do niczego i z przypadku, ze to ja zawalilam Jakbym musiała przepracować całą beczkę upokorzeń i bólu. Coś dobrego, co ludzie mają od tak od urodzenia ja muszę zdobywać krok po kroku każdego dnia, z wysiłkiem i bólem.  Nie zawsze ten sam rezultat. Dotyczy to wszelkich życiowych prawd. Myślę,  ból nie do końca był dobry. Bol niektym podcina skrzydła. Ludzmy sie mowiac ze co nas nie zabije to nas wzmocni: no chyba by przyjmowac kolejne ciosy wiekszej mocy, by w ten sposob hartwowac sie. Moje patrzenie na ludzi jest jak mojej mamy. Była ona bardzo krytyczną wobec ludzi, facetów. Nie sądziłam że to u mnie moze przerodzić się w pewien rodzaj perfekcjonizmu i to w gorszej postaci niż u mojej mamy. Czy to możliwe że jestem gorsza kopia swojej matki. Tak bywa. Z ubolewaniem stwierdzam ze moja mama której tak współczulam miała dużo spokojniejsze życie niż ja ale była zagubiona i żyła w traumie. Nic się nie odstanie. Nic. Życie jest bardzo pogmatwane. W porównaniu że mną mama nie przeżyła nic. Nic. A zawsze podkreślała że to co ona przeżywa jest nie do porównania gorsze niż ja.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz