Starcie z synową. Nie może wymagać ode mnie bym była na kazde zawołanie. Nie dam się podporządkować.

18:56
25.08.2018

Nie, nie jestem już w kwiecie wieku. Ale czy moje potrzeby samorealizacji są mniej ważne niż jej? Dlaczego mam ulegać? Trwa między nami mała wojna o wpływy. Ona chce mnie do czegoś nakłonić, wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, manipuluje mną, a ja cały czas staram się nie ulec. I to nie dlatego bo nie lubię spędzać czasu z wnukami… dlatego bo dla mnie jest to walka o niezależność. Nie chcę być podporządkowana. Kiedy wysuwane są przeciwko mnie zarzuty najcięższe tzn jak kiepską byłam matką i jak mało czasu poświeciłam dzieciom jeszcze bardziej zapieram się i zamykam na jej prośby. Wiele błędów, bardzo wiele… ale synowa nie ma prawa uderzać w ten punkt.

Dziś także miał miejsce emocjonalny szantaż. Wnuk został wysłany do mnie z pytaniem: „Babciu a w środę będziesz CHCIAŁA z nami zostać?”. Odpowiedziałam z uśmiechem, że chciałabym bardzo, ale mam umówionych pacjentów i nie moge tego odwołać. Czy mogłabym? Mogłabym… poprosić asystentkę, by przełożyła wizyty… ale po co? Żeby synowa mogła zawodowo spełnić swoje fanaberie i jechać na 3 dni nieobowiązkowego szkolenia?Realizować się moim kosztem po zaserwowaniu mi tak gorzkich i raniących słów? Czemu nie poprosi swojej mamy? Nie zgodzę się, bo wiem, że będę wtedy miała etat niani. Nie chcę być nianią, chcę być babcią, która sprawuje opiekę nad wnukami dobrowolnie, odwiedza je i kocha. Nie jestem nic winna synowej…

Nie lubię jej. Początkowo starałam się to ukryć, ale kiedy zauważyłam kompletny brak szacunku przestałam być obojętna na zaczepki. Nie odgryzałam się, raczej przypominałam o pewnych zasadach i wyznaczałam granice.

Kreowana jestem na samoluba, ale jest to dla mnie krzywdzące, bo od kilku lat bardzo się staram. Staram się jako babcia, staram się jako matka. Zależy mi na kontakcie z synem, córką i wnukami. Niestety chyba inaczej rozumiemy z moja rodziną to pojęcie. Wg nich powinnam być na każde zawołanie i się dostosować. Nie zrobię tego, bo boję się wewnętrznego chaosu i rozdarcia, które już raz doprowadziły mnie do krawędzi. Nie zrobię tego, bo kiedy odzyskałam równowagę dobrze mi ze sobą. Dobrze ze sobą, ale źle z rodziną. Czemu nie umiem wszystkiego wyśrodkować?