00:08
17.01.2019
Kolejna lista dla tatusia zrobiona i przesłana. Tata przyjeżdza na początku lutego. Dzieci zadowolone, bo czekają na fanty. Na tatę pewnie też, bo beda codzienne wypady, żeby jak najlepiej spożytkować ten czas razem. Kino, restauracje, basen, wspinaczka, tranpoliny i na co jeszcze czasu starczy. Pare spotkań ze znajomymi. Scenariusz znany. Nic sie nie zmienia. Kilka dni intensywnych, oderwani od rzeczywistosci nie możemy nawet zasmakowac normalności i codziennosci. Przecież tata w domu to nie cosziennosc. A potem zmęczeni intensywnością i radością po kilku dniach wszyscy...

21:29
11.11.2018
Jestem samotna. Brakuje mi wsparcia i bliskości. Nie jakiegoś gównianego gadania na messengerze, albo skypie. Nie głosu w telefonie. Ja chcę mieć męża na miejscu. Chcę, mieć na kim polegać. Teraz czuje się jakbym miała pracownika, który zapieprza w mojej firmie pod nazwą "pozorna rodzinka". Z jednej strony układ ma swoje plusy. Niestety minusów jest więcej. Nie mam się do kogo odezwać, nie ma monotonii, która w każdym normalnym małżeństwie jest tak niechciana. Ja jej pragnę. Stabilizacji, przewidywalności, nudy w byciu ze sobą. Czy to byłoby możliwe? W tej chwili...

00:10
10.10.2018
Tęsknię za przytuleniem, za tym by pogadać normalnie i normalnie żyć. Jedyne czego teraz pragnę to poczucie bezpieczeństwa. Krzysiek zapewnił mi bezpieczeństwo finansowe. Ale na tym koniec. Rodziną jesteśmy marną. Wszystko przez kasę, której w tej chwili i tak nie doceniam. Chciałabym zacząć od nowa. Kazać mu wrócić, pieprzyć pieniądze i żyć skromnie, ale razem. Ale czy tak się da? Stres, jak dotrwać do 1-wszego też nie sprzyja rodzinnej sielaneczce. Co więc gorsze: skazanie dzieci na życie bez ojca czy życie razem w ciągłym stresie? Już nawet nie wiem, czy...

23:13
12.09.2018
Spotkałam koleżankę ze studiów. Zrobiła podyplomowe. Z warg kapał botoks, różowe jeansy i piersi wystające zza obcisłej bluzeczki. Wykłada z uniwerku. "A Ty co porabiasz?" - wprowadziło mnie to w zakłopotanie. "A nic, zyję sobie styrana maksymalnie, czasem nie wiem jak sie nazywam, smażę kotleciki, czekam aż mąż przysle kasiorę która ja wydam na bzdety i stwarzamy wszyscy pozory szczęsliwej rodzinki". I usmiech. Tak właśnie powinnam powiedzieć, ale nie. Dyplomatyczne "ok, wszystko dobrze". Szła w tym samym co ja kierunku i drążyła temat. "A czym się zajmujesz",...

21:05
7.09.2018
Kiedyś byłam tak zmęczona, że czekając przed szkołą usnęłam w samochodzie i spóxniłam się po odbiór własnego dziecka. A co ja robię? Wbrew temu co myślą inni nie leże do gróry dupa i nie pachnę. Gotuje piorę sprzątam, dbam o dzieci, codziennie woże je na zajęcia, prasuję, wychodzę z psem, robię zakupy, jestem z nimi non stop sama. Szkoła pracuje na zmiany. W zeszłym roku najdłużej sama byłam godzinę. Kiedy jedno zaczynało drugie kończyło. Nie miałam chwili wytchnienia. Wszystko z dziecmi. Teraz i tak jest łatwiej, ale jak były male to był młyn. Jedno...

21:32
6.09.2018
Minęło kilka dni od wyjazdu. Teraz kochamy się bardziej, tęsknimy mocniej, wszystko zrobilibyśmy lepiej. Taaaak, na odległośc jest łatwiej. W słowach, obietnicach, z daleka od siebie tworzymy idealna rodzinę. Za każdym razem mój głos rozsądku daje się oszukać. Wczuwam się, załuję niewykorzystanego wodpowiedni sposób czasu. Ale ja przecież wiem jak to będzie nasteonym razem. Tak samo. I swietnie pojmuje jak jest teraz. Właśnie tak, że każdemu z nas jest wygodnie i ze bycie gównianą bylejaką rodziną jest nam na rękę. Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. Kolejna...

08:26
31.08.2018
Byłam zmęczona jego pobytem. Zmęczona wszystkim bardziej  niż wtedy, kiedy jest w domu. Nie jestem w żadnej sposób odciążona. Czuję się jakbym miała kolejną osobę do obsługi, kolejne dziecko, z roszczeniami i wymaganiami przewyższającymi moje możliwości.  To wygodne. Kilka dni kiedy przyjeżdża euforia,potem stopniowe pogarszanie sytuacji, wkurzenie narasta (moje). Teraz Karolek i Julka szykuja się do szkoły. Stać na ne ekstraplecaczki, swiecąco-jeżdżące buty, wypasione ciuchy i gadzety. Ale za jaką cenę? Czy te pierdoły są warte takiego poświęcenia i...

13:32
22.08.2018
Pierwsza kłótnia za nami. Córka wymiotowała w nocy. Całą noc nie spałyśmy. Krzysiek nawet nie spytał czy zrobić mi kawę, czy się zamienić. No tak, on jaśnie książe ma urlop przecież, a ja jestem robotnica 24h/dobre 365 dni w roku. Wolnego nikt mi nie dał i raczej na wolne sie nie zapowiada. Nie zmruzyłam oka, dzieciom zrobić śniadanie rano, obiad, cały czas doglądać do córki, podawać leki, mierzyć temp...to wkurzające, że mój małzonek nawet się nie domysli, żeby pomóc. Obiad musiałam zrobić ja, dzieci z każdą pierdoła przybiegają do mnie. Tatuś siedzi...

09:07
21.08.2018
Jestesmy razem 4 dni. Euforia sobie trwa. Boże jaki to jest nienatrualny stan. Ale nawet wiedzac o tym jestes taka szczesliwa. Szczesliwa, że mam przez kilka dni rodzinę.  I nieszczesliwa, bo uzmyslawiam sobie jak wiele brakuje nam do takiej prawdziwej, przyzwyczajonej do siebie rodziny, ktora potrafi sie razem nudzic i nic nie robic. U nas kiedy przyjezdza Krzysiek jest szał. Prezenty, ogromne zakupy, atrakcje za atrakcją, restauracje... Ale tak nie żyje normalna rodzina. Jej funkcjonowanie nie polega na wydawaniu kasy na kazda zachciankę i ciaglym umilanu sobie kazdej godziny...

22:53
12.08.2018
Dosyć mam takiej rodziny. Nie mam już siły zyć jak samotna matka. Moi rodzice mieszkają ode mnie 50 km, teściowa w innym mieście. Jestem sama. Zwariowac można. Nie raz puszczają mi nerwy i zachowuje się jak wariatka. I tłumaczę swoje zachowanie zmęczeniem, tym ,ze jestem sama i nie mam w nikim oparcia. Żyje tak od zawsze. Krzyśka nigdy przy nas nie było. Zaczął wyjeżdzać po urodzeniu Karolka. Cwaniak. Potrafil wiedzieć kiedy się zmyć. Wiem, że zrobil to dla nas, ale teraz watpię, ze chcialby wrocic na moja prosbe. Co bedzie jak moje dzieci urosną? Czy on tu wróci?...