00:59
2.01.2020
Byłam nabuzowana, pełna energii i przekonana, że pokieruję moim życiem jak należy. Znowu. Byłam. Jak zwykle minęło. Jak zwykle po pełnym entuzjazmu odlocie pojawia się dołek. Zmęczenie? Monotonia? Brak kasy? Dzieci na łbie 24/h? Wszechobecny burdel z milionem niezłożonych ubrań na czele? Zasrany zlew z naczyniami? Sielanka między mną a mężem, której nie było tak dawno, a która jest zawsze przed burzą i ciągnącym się w nieskończoność czasem wzajemnego dźgania się między żebra? Znów zaczynam pieprzyć, narzekać, nie umiem docenić... Jakbym miała...