Wróciłam z pracy i poszłam do łóżka

09:14
21.10.2019

Od października moje życie zrobiło się do dupy. Po prostu. Nawet nie wiem, od czego zacząć.

1) praca. Nie znoszę tego przedszkola. Jak można czuć jakąkolwiek satysfakcję czy realizować swoje pomysły? Poza tym nie nadaję się do prowadzenia zajęć i swojej grupy. Życie zweryfikowało. Nie lubię tej pracy. Trzeba szukać czegoś innego, bo tak mało godzin teraz mam, że jak tak dalej będzie, to zarobię dosłownie grosze.

2) studia. Poszłam na nowy kierunek do prywatnej uczelni, zaczynam od zera, to żadna moja pasja ani zainteresowania, ale z zainteresowań i pasji, po niektórych kierunkach nie wyżyję. Takie są realia. Nie są to zbyt ciekawe rzeczy, ale nie ma dramatu, chcę się nauczyć, żeby później mieć ustabilizowane życie. Jestem najmłodsza w mojej grupie i jako jedyna nie mam nic do czynienia z tym kierunkiem w pracy. Nie mogę się wykazać wiedzą jak na pedagogice. Ale ciągle powtarzam sobie, że potrzebuję czasu i pracy od podstaw. Ze nikt od razu wszystkiego nie wiedział. Będzie dobrze. Jako że ludzie w tej grupie są starsi, to łatwiej się zintegrować, a też nie była to dla mnie prosta sytuacja – przyjście jako nowa do towarzystwa, w którym już się znają. Ale naprawdę nie jest źle. Gorzej, że tęsknię za uniwerkiem i koleżankami, rówieśnikami, klimatem studiowania, miasteczkiem studenckim, a nawet za poprzednimi prowadzącymi. Po prostu pewien etap w życiu się skończył i zaczął kolejny dość szybko. Przytloczylo mnie to. Na uniwerku czułam się kimś, wlozylam dużo pracy, miałam jeden z najlepszych wyników, dostawałam za to kasę i jeszcze prowadzący mnie wyróżniali, szczególnie ci wymagający. Chciałam robić karierę naukową. A poszłam do pracy wycierac dupy, no i naukę bardzo lubię, ale moja osobowość nie pozwala mi być nauczycielem. Dlatego bardzo mnie to dołuje. Nie mogłabym być tylko teoretykiem. Czuję się teraz nikim.

3) związek. Nawet nie chce mi się zaczynać tego tematu, bo jest po prostu chujowo. On ma ciężki czas i ja mam ciężki czas. Katastrofa. Zamyka się w sobie, nie mówi prawie nic, martwię się, zachodzę w głowę, nie mówi nic o uczuciach, oddala się. Nie mamy dla siebie czasu, bo już nie latam za nim jak kiedyś skoro mam pracę i muszę zadbać o siebie. Co więcej poczuł potrzebę odreagowania i sobie wyjechał na koncert. To, że nie mogłam i że mam równie głębokiego doła, że mamie zdrowie zaczęło szwankować i byłam z nią na badaniach, że nie mogłam się skupić w pracy, w której 5 czy 6 godzin jest dla mnie jak 10 albo 12. Pofatygowalam dupe jak nie chciało mi się jechać, gdy jego zwolnili z pracy. Prosiłam, żeby teraz nie jechal, żeby może wyjechał w sobotę. Dnia, którego wyjeżdżał, miałam wolne i była okazja, żeby o sobie nawzajem w ogóle przypomnieć. A tak przyjechał do mnie  innego wieczoru jak byłam po pracy i zasnęłam w 15 minut, później to ja pojechałam do niego i nawet się nie zatroszczył, że jak ja wrócę, że może mnie chociaż doprowadzi, że mam mało snu itd.

Wiem, że z tego wpisu może wynikać, że jestem jakaś rozpieszczona czy skupiona na sobie. Ale ja daję z siebie maksimum, nawet jak mi się nie chce po pracy i studiach. Ostatnio w wolny dzień pojechałam do niego i zerwałam się z nim rano jak wstawal do pracy (jak rano się obudzę  to potem nie mogę już zasnąć) , a codziennie wstaję o 5 albo o 6 i też mogłabym mieć w dupie i się wyspać, bo potrzebuję odpocząć.

Po prostu brakuje mi wspólnoty i partnerstwa. Nie chodzi o to, żeby mi gadał ciągle i narzekał, ale naprawdę niepokoję się, jak nie wiem, co się dzieje i jest mi trudniej go zrozumieć. Nie mówiąc już o swoich zmartwieniach i że tez chciałabym, żeby trochę się o mnie martwił, pomagał. Żebyśmy normalnie rozmawiali o swoich uczuciach i rozterkach, wiedzieli co u nas się dzieje, bo w taki sposób wychowywałam się i tak funkcjonuje moja najbliższa rodzina. I w relacji partnerskiej i rodzinnej też pragnę takiego funkcjonowania, bo jest zdrowe i powoduje, że wszyscy się zbliżamy do siebie.

A tak to czuję się zbędna, zapomniana.

Jak wychodzi to sam albo z kumplami, żeby odstresowac się. Skoro mamy oboje trudny czas, to proponowałam, że możemy też coś razem ogarnąć. Pogadać przy alko, pójść potańczyć, dobrze się bawic. No ale nie. Z innymi to jest atrakcyjniejsze niż ze mną.

Daję od siebie maksimum, a dostaję w zamian dużo mniej. Wiecie, że jak jedna osoba daje z siebie 100%,a druga dużo mniej, to po prostu jest to frustrujące i smutne. Też chcę czuć się kochana i ważna, także poprzez drobne czyny, bo słowami to można góry przenosić.

Wczoraj spotkaliśmy się późno, bo tak sobie zaplanował, spędziliśmy trochę czasu, kochaliśmy się, a potem nawet nie zaproponował, że mnie odprowadzi, było już ciemno, że może będę zmęczona czy coś.

Nie, najważniejsze, że on w ciągu dnia się wyspal, jak ja od rana byłam na wykładach, a i wcześniej się mógł położyć i odpocząć. Poczułam się, jakby miał mnie w dupie. Mój tata po mnie przyjechał, bo komunikacją miejską jechałabym godzinę.

Ale wiecie, dlaczego tak „wymagam”? Bo ja dokładnie pod takim kątem myślę o innych i o nim. Ze daję z siebie maksimum, nawet jak jestem dosłownie zajechana. A w drugą stronę to tak mniej.

Dzisiaj znowu od 5 na nogach i tak do końca tygodnia. Jestem zmęczona, nie chce mi się nic robić.

Przecież mam prawo żyć w takiej relacji, w jakiej ja też będę czuła się dobrze, kochana i ważna. Nie tylko poprzez słowa, a właśnie takie drobne gesty. Oboje mamy trudny czas, ale potrafię wszystko dla niego rzucić, a wczoraj dupy mu się nie chciało ruszyć, żeby trochę się zatroszczyć, dać coś od siebie. Przecież cały dzień nic nie robił. To mnie frustruje. Ciągle muszę się tułać z tego wypizdowia, ostatnio to non stop wracam sama, nieważne czy czuję się gorzej, na kacu czy po pracy+zajęciach przemeczona, w dzień czy w nocy. Może to głupie, ale dla mnie facet musi być w małym stopniu dżentelmenem jednak. To miłe dla kobiety, jak widzi, że facet o nią dba, jest kulturalny. No taka jestem po prostu. Szczególnie że ja też dbam, robię dla niego obiad gdy tylko mogę i daję z siebie naprawdę dużo.

Do dupy, pierdolę to wszystko.

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
KtosNikt

„Bez względu na to jak jest źle źle danym momencie to tylko moment”. Wkrotce będzie lepiej. I masz prawo być zdenerwowana zachowaniem chłopaka, to nie jest głupie że uważasz że musi być dzentelmenem ja też tak mam. Trzymaj się . 😊