zamknięte koło

14:51
9.10.2021

Piękna pogoda a ja siedzę w domu. Nie mam dokąd wyjść ani z kim się spotkać, ostatnio zaczęłam płakać, jest mi cholernie przykro, że nie mam w sobie siły aby zmienić swoje życie. Jak sobie pomyślę, że musiałabym iść gdzieś do pracy to ściska mnie paraliżujący lęk, że sobie z niczym nie poradzę, że będą się ze mnie śmiać. Dziewczyna mojego brata ciągle mu truje dupę, że czemu ja nie pracuję itd ja pomagam mu w gospodarstwie jak jest sezon ale członkowie mojej rodziny tego nie widzą. Nie wiem oni chyba myślą, że mi tak jest tutaj dobrze siedzieć i nic nie robić a ja całymi dniami walczę z myślami samobójczymi, bo szlak mnie tutaj trafia, że nawet na głupi spacer nie mam dokąd pójść. Mam niby jednego „przyjaciela” który oczywiście zapewnia mnie, że gdyby tylko mógł, to by mi pomógł. Ale tak serio, to on chyba ma mnie gdzieś. Zapraszałam go do siebie w odwiedziny dwa razy i dwa razy mi odmówił. Ale za to miał i czas i fundusze na odwiedzenie znajomej 600km dalej. Koleżanek nie mam żadnych. Bo wszystkie pozakładały rodziny mają dzieci, mężów pracę a ja nie mam nic. Czuję się bezsilna. Chciałabym coś zrobić ale to mnie tak przeraża chyba gorzej niż śmierć. Mam znajomego, pytałam czy udostępniłby mi mieszkanie na jakiś czas, to twierdzi, że niby tak, ale że nadal ma tam swoje rzeczy, ale chyba tu chodzi o to, że boi się reakcji swojej dziewczyny, bo teraz jest z kimś w związku, gdyby on nie był znacznie starszy ode mnie to może coś by z tego było, no ale niestety…. Zawsze mogłabym wrócić do miasta w którym studiowałam ale tam z pracą jest raczej nieciekawie. Ale to zawsze jakiś początek, bo na wsi serio nawet nie mam dokąd pójść a tam w mieście to chociaż na spacer do parku mogłabym pójść albo zapisać się do psychiatry po leki jakieś nie wiem uspokajające albo coś, może bym poszukała jakiejś terapii żeby się wzmocnić psychicznie i mieć kogoś komu by na mnie zależało, kto realnie mógłby mi pomóc bo tutaj jestem totalnie uziemiona, bezsilna. Mam jeszcze jednego znajomego, tylko, że akurat za nim nie przepadam, bo ma paskudny charakter plus jest impotentem bo kiedyś do czegoś między nami doszło, ale to mi nie odpowiadało. On ma mieszkanie więc teoretycznie mogłabym na trochę u niego pomieszkać…. Tylko jego towarzystwo mi nie odpowiada, bo on chyba myśli, że z braku laku ja go wybiorę i z nim będę, ale serio już wolę być sama niż z kimś takim. Poza tym nie chcę, czuć długu wdzięczności, za to, że łaskawie pozwoliłby mi z nim mieszkać i mu sprzątać czy gotować w zamian za co? Za znoszenie jego durnego zachowania? Teraz złamał rękę i może nawet wypadałoby go odwiedzić ale szczerze, nie mam na to ochoty, już chyba wolę tu zostać niż prosić go o łaskawą pomoc, bo prawda jest taka, że mogłabym sobie opłacić pokój/stancję, ale czuję, że potrzebuję więcej przestrzeni tylko dla siebie. Całego mieszkania do dyspozycji a to jest już koszt ok 1200-1500 zł mies, niby mam oszczędności ale one bardzo szybko by się jednak skończyły, zważywszy na to, że znaleźć pracę nie będzie mi łatwo, poza tym, nie wiem czy czuję się na to gotowa, tzn wiem, że nie jestem w żadnym, nawet najmniejszym stopniu, a doskonale wiem, że będę musiała pójść gdzieś do pracy jeśli już bym się wyprowadziła a jak ja sobie poradzę? Miasto studiów znam ale co mnie tam czeka? Dalszy paraliż i lęk?  Niedługo pewnie odwiedzi nas dziewczyna mojego brata i pewnie się do mnie przypierdoli że czemu ja nie pracuję mając 30 lat, zresztą co ja powiem na rozmowach kwalifikacyjnych? Przecież ja nie mam żadnych realnych umiejętności. Nic nie potrafię, kto mnie zatrudni i gdzie? Napisał do mnie mój były facet, co u mnie itd a ja najpierw nic mu nie odpisałam bo niby co mam mu napisać? Prawdę? Że nadal siedzę na zadupiu w domu i ledwo żyję? chciałabym mu napisać cos innego, że tak, pracuję, mam faceta itd on ma dwójkę bliźniaków i partnerkę a ja co? Zmarnowane życie… Pisała do mnie też koleżanka z pierwszego roku studiów ona robi karierę bo się nie bała, a ja co? Zdycham na depresję i nikt tego nie widzi. I nikt nie chce mi pomóc.

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
Habakuk

W mojej rodzinie też jest takie popieprzone myślenie, że jak pracuje w budżetówce to jestem nierobem.