zaraziłam dziecko swoimi schizami

12:25
4.10.2018

Moja córka wczoraj miała podwyższoną temperaturę, była rozbita, bolało ją gardło. Zwykłe przeziębienie. Zaczęła nieźle schizować: mierzyła temperaturę aż rozładował się termometr…dosłownie co chwilę. Moje „kochanie przestań, wszystko ok, to normalne objawy przeziębienia” – nie działało. „Cholera zaraz wyrzucę ten termometr przez okno” mojego męża tez nie.. Przerażenie w jej oczach było takie prawdziwe..i dobrze mi znane. Wtedy nie działają te wszystkie „weź wyluzuj”, „będzie dobrze”, nie mają znaczenia rozsądne argumenty. Burza hormonów, przeziębienie… ogólnie da sie u niej nad tym zapanowac, ale tak mi źle, że nie ustrzegłam ją przed tym. Czy widziała to u mnie? Starałam się udawać, mając swoją jazdę schizowałam zamknięta w kiblu, albo wtedy kiedy była w szkole lub spała…Ale dziecko czuje i wie swoje. Potrafi czytac między wierszami… Nie ustrzegłam jej… A może to cholerstwo jest w genach? Liczę na to, że nie będzie taką świruską jak ja. Może i świadoma jestem, ale na cholerę mi ta świadomość? A może włąśnie po to, że pomagać córce w tym, co prapodobnie dostała „niechcący” ode mnie? Dzisiaj już jest lepiej, temperatura niższa, nie poszła do szkoły. Zauwazyłam też, że dzieje się z nią tak, jak ma jakieś stresy np w szkole i upieprzy sobie, że nie chce iść. Taki niekontrolowany i nieświadomy szantaż i próba zwrócenia na siebie uwagi? Nieważne, dzisiaj jest lepiej i tego się trzymajmy.