Zmeczenie i brak cierpliwosci

23:47
12.10.2018

Dzisiaj zawiozłam do szkoły swoją młodszą córkę. Miałam sporo na głowie, spieszyłam się. Po 2 godzinach kiedy wsiadłam do samochodu zorientowałam się, że na siedzeniu obok lezy plecak córki. Matka idealna, nie ma co…No to znów do szkoły, żeby zawieźć ten plecak, bo biedne dziecko bez prac domowych, jedzenia i picia, książek. Mało czasu zostało na pracę, za mało, a jeszcze trzeba zrobić obiad, wcześniej zakupy…a o 15 koniec lekcji, bo dzisiaj skrócone.  3 godziny w szkole. na cholerę taka szkoła? człowiek nic zrobić nie może. No i wyrobiłam się na styk. To teraz nakarmić, zawieźć na tańce, a potem iśc ze starszą na basen. I pływac. Boże jak ja tego nienawidzę. Ale jak ja zrezygnuję wiem, że córka też. No więc chodze i pływam jak pokraka. Idę tam co tydzien z ogromna niechęcią, nałykam się wody, kilkanascie razy złapie mnie skurcz i zadyszka…ale potem czuję się świetnie. Stojąc pod ciepłym prysznicem i wiedząc że to cholerne pływanie które idzie mi naprawdę źle mam juz za sobą. I cieszę się, że córka pływa tak niesamowicie, jakby urodziła się z tą umiejętnością. I niby nie lubię tam chodzić, a wracam zmęczona w błogim nastroju.

Zapomniałam dzisiaj mojej tabletki na endometriozę. Bolał mnie cały dzień jajnik – i tak sobie o niej przypomniałam. Opakowanie się kończy, podobno nie mogę brać tych leków dłużej. I co będzie ze mną dalej? Endometriozę mam na jelitach i w miednicy mniejszej więc znów zaczną się problemy z jelitami i pęcherzem. Boję się tego, ale nie chcę o tym myśleć. Za miesiąc idę do ginekologa. W tym miesiącu nie było mnie na to stać, bo Szanowny Pan Profesor wysoko się ceni – za badanie ginekologiczne, usg i cytologie płacę 400 zł. Idę tam, bo czuję się pewnie jak on mnie zbada i zobaczy..mimo, że raz się prawie przekręciłam pod jego „opieka”. Przeważa szalę chyba to, że dzięki niemu zaszłam w ciążę i to on zdiagnozował mi endometriozę po kilkunastu miesiącach badań i ślepego leczenia.

Dzieci już spią. Padły wykończone i jest spokój. Nieczęsto się zdarza, że mogę spokojnie usiąść, bez ciągłego latania do nich i tłumaczenia, że mają już odpoczywać. Bez siku, kupki, jeść i piciu i  wyłażenia z łóżka pod byle pretekstem. Wolność do 1.30. Bo o tej zazwyczaj przychodzi jedna z nich…a kilka minut później druga. Mają osobne pokoje a tak idealnie się zsynchronizowały. dzień w dzień to samo.  Następuje eksmisja mojego męża i „gnieciemy się” w 3.  Kiedyś zaprowadzałam je do łóżka, albo szłam na chwile do nich i wracałam do sypialni. A teraz mi się nie chce. Przykre, bo z mężem sypiam rzadko. Właściwie wcale. Nie chce mi się nawet pisać jaką beznadzieją rodziną jesteśmy. Niby wszystko gra, a jednak ojca prawie nie ma a matka ostatnio „zepsuta” jakaś – nie taka jak kiedyś -wpatrzona w dzieci, zwarta i gotowa, by umilać im czas… Miało mnie to uszcześliwiść i spełnić. Ta moja „praca”. A powoduje jeszcze większy mętlik, frustrację i wyrzuty sumienia. Ale nie mam jak się wycofać teraz. I nie do końca wiem, czy chcę.

Jesień piekna a ja tyję dalej. Moja wielka dupa nie mieści się już w żadne spodnie. Na nogach mam taki celulit, że sama przed sobą się wstydzę. Wygląda to obleśnie. Ćwiczyć mi się nie chce samej, a napady kompulsywnego objadania się robia swoje. No i jeszcze te hormony i antydepresanty. Źle mi tak ze sobą. Zawsze byłam drobna, a teraz zrobiłam się taka „kobietą w wieku srednim”. Ostatnio usłyszałam od mamy na weselu, że zrobiły mi się „boczki”. Całe wesele próbowałam wyrzucić to z głowy. No i jeszcze tekst „wyglądasz jak stara baba”, który kompletnie mnie dobił. A, pieprzyć! Wesele i tak było do dupy, a moja matka nie pierwszy raz uraczyła mnie takim „komplementem”.

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz